Żyjemy w świecie marek. Dziś nie ma już drogerii, obuwniczych, nawet sklepy spożywcze mają swoje coccinelle:) Jak zmieniło się pojęcie marki na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat? Czy synonimem tego co markowe wciąż pozostaje drogi przedmiot pożądania dostępny wyłącznie dla wybranych?  Okazuje się, że zarówno marka jak i to co uznajemy za luksus mają dziś zupełnie inne znaczenie.

Był początek lat 90, kiedy jako nastolatka po raz pierwszy w życiu odwiedziłam Paryż. Doskonale pamiętam ten przyjemnie ciepły, wczesnowiosenny dzień. Maszerowaliśmy ze znajomymi aleją Champs-Elysees z zachwytem chłonąc i głośno komentując nieznany, kolorowy świat, który nas otaczał.

W pewnym momencie, nie tylko wzrok, ale wszystkie moje zmysły powędrowały w kierunku szeroko otwartych szklanych drzwi perfumerii. To był moment w którym ‘markowy świat’ dopadł mnie z jakimś  niewyobrażalnym, nieznanym mi impetem. To co czułam było tak intensywne, że ta paryska emocja jest we mnie do dnia dzisiejszego. Miał wyraźny zapach drogich perfum i kolor soczystej czerwieni na ustach ekspedientki w białych rękawiczkach, która z uśmiechem witała wchodzącą do perfumerii elegancką kobietę w nienagannie skrojonej garsonce.  To był ‘Brand New World’, którego wcześniej nie widziałam i pamiętam, że kusił mnie wtedy równie bardzo jak onieśmielał..

Przyznaję, tamtego dnia zabrakło mi odwagi żeby przekroczyć jego progi. Wydawał mi się zbyt odległy, czułam, że do niego nie pasuje.. Uczucie okazało się na tyle silne, że całkowicie zdominowało moją ówczesną ciekawość żeby go odkrywać, a do perfumerii przy Champs-Elysees weszłam pewnym krokiem dopiero kilka lat później.

Dziś moja 21-letnia córka żyje w zupełnie innym świecie. Półki uginające się pod ciężarem oferty znanych marek już dawno przestały onieśmielać, a nawet zachwycać. Perfumeria to dzisiaj dla Julki tylko jedno z wielu charakterystycznych miejsc zakupowego środowiska niemal każdej galerii handlowej. Miejsce w którym te same znane marki, zdają się przekrzykiwać jedna przez drugą, której pierwszej uda się zwrócić na siebie uwagę klienta.

Rabaty, animacje, oferty specjalne, trwa nieustający wyścig o miejsce w koszyku. Tylko czy sukces jednego koszyka, nawet jeśli ten jest imponujący zapewni dziś marce trwałą przewagę nad równie zacnymi konkurentami?

Współczesne 20, 30-latki kupują inaczej niż ich matki i generalnie trudniej im coś sprzedać. Wymagające, często odżegnują się od powszechnego konsumpcjonizmu, są mniej podatne na atrakcyjne oferty i błyszczące reklamy, a bardziej świadome swoich wyborów.

W świecie matki istniał wyraźny podział na to co markowe i całą niemarkową resztę. W kwestii wyboru, matka miała zdecydowanie prościej. Wystarczyło podstawowe kryterium jakości i to co ‘markowe’ natychmiast zyskiwało niekwestionowaną przewagę nad niemarkową ‘konkurencją’.

Dziś żyjemy w globalnej wiosce w której praktycznie wszystko podlega ‘umarkowieniu’, rosnąca konkurencyjność  sprawia, że produkty się homogenizują, a jakość uznawana jest za oczywisty standard. Ktoś kto nie oferuje dziś jakości nie ma szans na dłuższe zaistnienie na rynku, nie mówiąc już o zbudowaniu silnej, rozpoznawalnej marki.

Co zatem, w naszpikowanym dziś markami świecie przesądza o ich konkurencyjności? Unikalna tożsamość, która pozwoli na zbudowanie trwałej i wartościowej relacji pomiędzy marką, a jej odbiorcami. Bo nasza relacja z markami coraz bardziej przypomina relację z człowiekiem, z którym łączą nas wspólne wartości takie jak, zaufanie, szacunek, zainteresowania. Dziś prawdziwie konkurencyjne pozostają jedynie te marki, które zdolne są przenieść nas w konkretny, unikalny i wspólny dla obu stron świat ludzkich przeżyć. Realna walka o klienta nie rozgrywa się dziś wokół produktu, jego atrybutów jakościowych, cenowych, ale w sferze wrażeń, wyobrażeń, odczuć i emocji klienta wobec unikalnej wartości marki, nie mylić z ceną;)

Kobiety pokolenia millenialsów wydają się być “trudniejsze w zdobywaniu’ bo nie hołdują logo, nie imponują im piękne twarze znanych celebrytek. Nie budują swojej wartości przez pryzmat materialnych symboli statusu bo dorastały w czasach w których luksusem jest to co niematerialne. Nic więc dziwnego, że wybierają te marki, które dają im możliwość wzbogacenia się o wymiar niematerialny. Szukają  wartości, z którymi będą mogły się utożsamiać i na ich podstawie dokonają swojej markowej selekcji.

Z nami, kobietami pokolenia X jest trochę prościej. Oczywiście, w świetle dylematu Fromma, zapytane o to czy wolimy mieć czy być, zgodnie zakrzykniemy, że mieć!  Ale jak przyjdzie co do czego to PRL-owskie dziedzictwo powszechnej niedostępności wszystkiego i tak popchnie nas w ‘atrakcyjne’ ramiona Coccinelli lub innych Furli, pomimo, że i kolor i fason będą nie do końca zgodne z naszymi oczekiwaniami;)

#GenerujemyDobreRelacje

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *