Potrafię odtworzyć tę historię o każdej porze dnia i nocy, perfekcyjnie, z najdrobniejszymi szczegółami. To bajka o dwóch siostrach i pytaniach o wszystko, którymi codziennie, ciekawe świata dziewczynki dręczyły swojego ojca. Tym krótkim opowiadaniem, 15 lat temu rozpoczynałam swoje szkolenia dla nauczycieli. Rozmawialiśmy wtedy o tym, jak ważnym i skutecznym narzędziem, w nauczaniu języka obcego jest storytelling.

Do dzisiaj zastanawiam się, dlaczego mój mózg wciąż kurczowo trzyma się tej opowieści, jakby jedno i drugie połączył ze sobą jakiś magiczny ‘super glue’. Dlaczego, pomimo natłoku nowych informacji, te ważniejsze zdążyły mi umknąć, a siostrzany story-bagaż od lat, mimowolnie okupuje moją, kurczącą się z wiekiem pamięć?

Nie wydaje mi się, że to zasługa samej historii, chociaż nie można jej odmówić zręcznej konstrukcji, humoru, przewrotności, pewnej uniwersalności, w której każdy może znaleźć jakąś część siebie.

Musiały zaistnieć inne mechanizmy, które doprowadziły to trwałej i nieuleczalnej storyinfekcji mojego mózgu. Jakie? Czysto chemiczne. Na poziomie fizjologicznym, mózg osoby słuchającej czy opowiadającej historie uwalnia koktail hormonalny, oksytocynę, dopaminę, kortyzol, który włącza emocje, angażuje i pobudza do działania. To dlatego, dzięki ciekawym historiom uczniowie szybciej uczą się nowego języka, a klienci chętniej sięgają do portfela, żeby kupić to, co mamy im do zaoferowania. Nie możemy uwolnić się od tych emocji, nie mamy na nie wpływu, fizjologia zawsze weźmie górę nad siłą naszej woli.

Na pewno każdy, kto miał okazję występować przed większą publicznością wie, że opanowanie przedprezentacyjnego stresu i zyskanie przychylności grupy to dwa najważniejsze wyzwania, z jakimi musi zmierzyć się mówca w pierwszych minutach swojego występu. Storytelling, to najlepszy sposób na skuteczne zarządzanie jednym i drugim. To dzięki swojej bajkowej narracji, mogłam w terapeutyczny sposób uwolnić się od tremy i poczuć, jak pomiędzy mną a grupą tworzy się nić sympatii, zaufania i otwartości na to co będzie dalej.

Im więcej emocji uda nam się zaangażować po obu stronach, tym silniejsza i trwalsza będzie relacja pomiędzy nami a historią, słuchającym, a tym który opowiada. Pamiętam, że były to jedne z moich najlepiej odebranych i najwyżej ocenionych szkoleń, w tamtym okresie.

Oczywiście, w przeciwieństwie do storytelllingu wykorzystywanego w nauczaniu, w biznesie nie chodzi o  zapamiętanie opowieści, trwałe zakodowanie struktur językowych, faktów, argumentów. W  biznesowym storytellingu chodzi przede wszystkim o zbudowanie relacji. Jednak sukces  jednego i drugiego czerpie ze wspólnego źródła. Jest nim układ limbiczny, obszar mózgu, odpowiedzialny za podbudzanie i angażowanie emocji, bez których nie ma zaangażowania, nie ma działania, nie ma efektów. To miejsce, w którym Simon Sinek lokuje swoje ‘dlaczego’ mówiąc, ‘People don’t buy what you do. They buy why you do it”.   Prowadząc wtedy szkolenia czułam, że moi słuchacze, parafrazując mistrza, ‘Don’t  learn because I teach. They learn why I teach’. I tego trzymam się do dziś 🙂

#GenerujemyDobreRelacje

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *